Po długiej przerwie w widzeniu spotkałam się dziś z Agą - człowiekiem o stu pomysłach na sekundę, mistrzem makijażu oraz bardzo dobrym fotografem. Krótko mówiąc, mam swoją prywatną makijażystkę i fotografa w jednym, a niedługo możliwe, że i managera, kiedy już będę sławna na pół kuli ziemskiej (c'mon, dajcie pomarzyć człowiekowi). W każdym razie jak się spotykamy, nie ma mowy żeby nie cyknąć conajmniej kilkunastu fotek sobie nawzajem. Można by to powiedzieć, ze jet to taka our thing.
Tym razem jako, że jakiś czas temu zawitała do nas wiosna (co prawda dość deszczowa, ale my się deszczu nie boimy), wyszłyśmy na dwór.
Sukienka ze zdjęć pochodzi z Next'a, ale została kupiona przeze mnie w second-handzie jakiś czas temu, bodajże za 15 złotych, więc na prawde warto było:).
Torebka, jeśli się nie mylę, pochodzi z angielskiego Peacock'a, z jakże zamieszchłych czasów, kiedy jeszcze mieszkałam w Londynie; beżowa kurtka jest Agi, a pochodzenia czarnej niestety nie pamiętam.
Oto próba napisania już drugiego w miare "normalnego" wpisu. Dajcie znać jak mi idzie:D




.jpg)
